Mała rzecz o brzuchu: 20 najzabawniejszych samochodów na świecie

W tym dniu, dokładnie 75 lat temu, miało miejsce bardzo ciekawe wydarzenie. Crosley Series 1A zadebiutował 28 kwietnia 1939 roku jako pierwszy amerykański mikrosamochód.

Mały samochód z rozstawem osi wynoszącym dwa metry, 10-konnym silnikiem z turbodoładowaniem o pojemności 600 cm3 i niezwykle uroczym wyglądem jest ciekawy sam w sobie. A jednak ważniejsze jest to, że rocznica Crosleya dała nam powód do zapamiętania o mikrosamochodach jako takich – samochodach, które nie przez wszystkich są uważane za samochody.

"Wacomlab.pl" postanowił zapamiętać całe to pstrokate dzieciak. Ale najpierw szczypta teorii. Co jest ogólnie uważane za mikrosamochód? Po prostu nie ma ścisłego sformułowania dogmatycznego. Ponieważ nie ma jednej akceptowanej nazwy dla takich samochodów. W Japonii nazywa się je kei-cars, w Wielkiej Brytanii określenie „bubble cars” (samochody bubble) było popularne w Wielkiej Brytanii, w ZSRR niemowlęta nazywano minisamochodami, a czasem były niepełnosprawne. Wybierz smak!

Samochody o długości nie większej niż 3,5 metra, silnik o pojemności do 1 litra i wnętrze, z reguły dla nie więcej niż dwóch osób, można śmiało zaliczyć do rozległego plemienia samochodowych drobiazgów. Jednak pojemność pasażera czasami się zmienia, podobnie jak liczba drzwi, kół i cylindrów.

Cóż, wystarczy nudy naukowej. Nadszedł czas, aby dokonać rankingu najlepszych mikrosamochodów z przeszłości. Panowie odpalajcie silniki!

1. Najbardziej amerykański – Crosley 1A (USA, 1939)

Sprawca naszej dzisiejszej historycznej wyprawy jest już ciekawy, ponieważ urodził się za granicą. W końcu Jankesi, jak wiadomo, nawet w najtrudniejszych okresach swojej historii całkowicie odmówili prowadzenia małych samochodów. Co zainspirowało Powella Crosleya, wynalazcę, biznesmena i po prostu milionera z Cincinnati, do rozpoczęcia produkcji subkompaktów? To wciąż tajemnica…

Pierwszy „Crosley”, wprawdzie pojawił się w 1939 roku, ale dopiero po wojnie, otrzymawszy nowe ciało, zyskał przynajmniej pewną sławę. Muszę powiedzieć, że na tle produktów europejskich Crosley nie wyglądał ani na mały, ani na wyjątkowo budżetowy. Mały samochód miał ponad trzy metry długości – bardzo mały, jak na standardy zamorskie, ale ogólnie normalny jak na standardy starszej kobiety w Europie. Ponadto samochód był wyposażony w pełnoprawny 4-cylindrowy silnik, brakowało w nim stopni bocznych w najnowszym stylu, ale miał całkowicie metalową karoserię. W końcu Crosley stał się pierwszym na świecie samochodem z hamulcami tarczowymi na wszystkie koła! To prawda, wszystko to – od silnika po hamulce – dotyczy tylko wersji powojennych.

Oferowany był szeroki wybór nadwozi: sedan, kombi, kabriolet, a nawet SUV. I kiedyś wydawało się, że plan pana Crosleya może zadziałać. W 1948 r. sprzedaż mikrosamochodów przekroczyła 28 tys. Niestety na tym zakończyły się sukcesy. Wielka Trójka Detroit stale rozkręcała powojenną produkcję, oferując coraz więcej nowych, dużych, potężnych i niedrogich maszyn. A Amerykanie banalnie odwrócili się od dzieci. Jednak, jak można się spodziewać …

2. Najbardziej elektryczny – Faure PFA (Francja, 1940) / Peugeot VLV (Francja, 1941)

Podstawową przyczyną ultrakompaktowych samochodów są ich ograniczenia. Ograniczenia z kolei mogą bardzo różnić się od niskiej siły nabywczej ludności po… wymagania władz okupacyjnych. W 1940 roku wojska niemieckie zajęły Francję, a nowi panowie Paryża natychmiast zakazali lokalnym firmom samochodowym produkcji samochodów benzynowych. Całe paliwo trafiło na potrzeby Wehrmachtu.

I co myślisz? Zaradni Francuzi odpowiedzieli, tworząc pojazdy elektryczne! Jak podoba Ci się dwumiejscowa kabina na kółkach od Pierre'a Foreta? Lekkie nadwozie z wyraźnymi motywami samolotów, silnik elektryczny z tyłu i sześć akumulatorów z przodu. Nic bardziej skomplikowanego niż aspiryna. Zasięg przelotowy wynosi około 50 km. Prędkość maksymalna – 40 km/h. A co najważniejsze – żadnych naruszeń „nowego porządku”!

Jeśli nikt tak naprawdę nie słyszał o Pierre Faure przed jego elektryczną kabiną, to nazwa Peugeot grzmiała już wtedy w całej Europie. Rodzina Peugeota została jednak zmuszona do stworzenia pojazdów elektrycznych z tych samych powodów – zakazu sprzedaży modeli benzynowych. Nazwa Peugeot VLV, która zadebiutowała 1 maja 1941 roku, oznacza Voiture Légère de Ville, co oznacza „lekki samochód miejski”. Bardziej tradycyjna pod względem konstrukcji niż konstrukcja Foreta, VLV rozpędzała się do 36 km/h i według zapewnień twórców przejechała od ładowania do ładowania około 80 km. Co zaskakujące, VLV, który nie zużył ani grama benzyny, nadal nie podobał się najeźdźcom. Niemcy zakazali produkcji samochodu elektrycznego, gdy na linii montażowej Peugeota zmontowano zaledwie 377 egzemplarzy.

3. Najbardziej efektowne – ALCA Volpe (Włochy, 1947)

Mógł stać się najpiękniejszym z mikrosamochodów, ale pozostał tylko prototypem. Rzeczywiście, to nie przypadek, że design tego roadstera nawiązuje do sportowych modeli Alfa Romeo. To dzięki chwytliwemu wyglądowi zebrano wiele zamówień na „kurki” (tłumaczenie nazwy modelki z języka włoskiego). Ale spośród kilkunastu zmontowanych prototypów żaden nie mógłby być w stu procentach wykonalny. Czemu? Samochód w ogóle nie miał silnika! Nie udało się rozwiązać problemów z dostawcami – ALCA Volpe pozostało ciekawym ćwiczeniem projektowym.

4. Najbardziej tekturowy – Lloyd LP300 (Niemcy, 1950)

Samochody tej marki były w swoim życiu nazywane „bombowcami z klejem gipsowym”. I były ku temu dobre powody. Lloyd – "córka" słynnej niemieckiej firmy samochodowej Borgward – na początku lat 50. zasłynęła z serii subkompaktowych i bardzo przystępnych cenowo minisamochodów. Trudna sytuacja ekonomiczna, nadwyrężone dostawy stali, a także konieczność jak najlżejszego i jak najtańszego auta spowodowały, że nadwozia Lloyda 300 wykonano z… drewna i sklejki. Tyle że zewnętrzne panele zostały dodatkowo obite tkaniną i ekoskórą. Teraz rozumiesz, skąd wyrastają nogi pseudonimu „tynk samoprzylepny”? Oczywiście z przyzwyczajenia właścicieli do klejenia drobnych uszkodzeń „lakieru” niż do ręki. Właśnie. Znakomity.

5. Najsłodszy – Kleinschnittger F125 (Niemcy, 1950)

Na zdjęciu wygląda jak zabawka, jednak przed nami prawdziwy, prawdziwy, bardzo rzadki samochód. Niemiecki inżynier Paul Kleinschnitger myślał o koncepcji mikrosamochodu już w latach 30. ubiegłego wieku, ale zrealizował ten pomysł dopiero po wojnie. Używając wyłącznie części zamiennych ze starego sprzętu wojskowego i samolotów, Paul zbudował przystojnego roadstera. Dość wyrafinowana rurowa rama, lekka aluminiowa karoseria, swoim kształtem niepostrzeżenie przypominająca dziecięce autka na pedały z tamtych lat, a pod maską 5-konny motocykl z napędem na dwa koła. Spośród opcji, F125 oferował rozrusznik elektryczny (w podstawie – rozrusznik nożny) i kierunkowskazy firmy Hella, rzadkie jak na tamte czasy. W sumie wypuszczono około trzech tysięcy dzieci, a Kleinschnitgerowi udało się sprzedać licencje do Belgii i Holandii.

6. Najbardziej szalony – Hoffmann (Niemcy, 1951)

Są samochody, patrząc na to, ich twórcom nasuwa się tylko jedno pytanie – chłopaki, o czym właśnie myśleliście? Niesamowity jednotomowy Hoffmann to tylko jeden z nich. A wygląd nie ma z tym nic wspólnego. Pomyśl tylko, eka niewidzialne, ciało w postaci kurzego jaja! Ale zwróć uwagę na proporcje. Jajowaty i trójkołowy Hoffmann był bardzo szeroki, tylko nieco krótszy niż dwa metry. Ta okoliczność, przy kompaktowym rozstawie osi, determinowała bardzo niestabilne zachowanie samochodu na drodze. Co gorsza, chcąc za wszelką cenę zaskoczyć, autorzy „Hoffmanna” sprawili, że jedyne tylne koło stało się zwrotne! Krótko mówiąc, zarządzanie tym incydentem technicznym wymagało specjalnych umiejętności. Na szczęście zabawny, ale głupi Hoffmann został wydany w jednym egzemplarzu.

7. Najsłynniejszy – Messerschmitt KR175 / 200 (Niemcy, 1953) / Heinkel Kabin (Niemcy, 1956)

Poza „Izettą” (jest tak sławna, że postanowiliśmy nawet nie wymieniać jej w kolekcji), ta słodka para jest archetypowym przykładem „bańkowych samochodów” lat 50-tych. Po wojnie dwa duże niemieckie koncerny lotnicze w Niemczech na jakiś czas utraciły prawo do produkcji samolotów i skoncentrowały się na produkcji pojazdów kołowych.

Messerschmitt KR175 wywodzi się z wytrwałości byłego technika Luftwaffe Fend Flitzer. Twórca zmotoryzowanego wózka inwalidzkiego zwrócił się do Messerschmitta z pomysłami na wspólną produkcję mikrosamochodu. Tak pojawił się KR175, dosłownie Kabinroller, czyli „Skuter z zabudową”. Jednocylindrowy, dwusuwowy silnik o pojemności 175 cm3, czterobiegowa mechanika (bez biegu wstecznego) i dostęp do kabiny wyłącznie z samolotu — pokrywa na zawiasach — to cała miłość. Samochód od razu stał się hitem. Częściowo ze względu na prostotę i oszczędność, a częściowo ze względu na bardzo wysoką jakość wykonania.

Henkel pojawił się na rynku nieco później, ale bardziej przypominał samochód osobowy niż budkę telefoniczną na kółkach. Kierowca i pasażer weszli do kabiny przez jedyne znajome drzwi znajdujące się z przodu, w skrzyni biegów – oto i oto! – był bieg wsteczny, a jednocylindrowy czterosuwowy (!) silnik własnej konstrukcji wytwarzał 10 KM i przyspieszyłem samochód do 90 km/h. Ale najważniejsze jest to, że w przeciwieństwie do większości swoich konkurentów Henkel pracował cicho i, przepraszam, nie śmierdział spalonym olejem.

Szkoda, ale początkowy sukces zwrócił głowę inżynierów gigantów lotniczych. Ani Messerschmitt, ani Henkel nie wydawali się wierzyć, że trudne czasy Europy skończą się tak szybko. A wraz z pojawieniem się na przełomie lat 60. takich modeli jak Renault 4 i Austin Mini popularność „samochodów bańkowych” poszła na marne.

8. Najbardziej nieoczekiwane – AC Petite (Wielka Brytania, 1953)

Oczywiście, na wzmiankę o marce AC, seksowne kontury legendarnej „Cobry” od razu wkradają się do mojej głowy. Trudno w to uwierzyć, ale gama modeli firmy obejmowała znacznie mniej pretensjonalne samochody.

Już w 1947 roku na polecenie brytyjskiego Ministerstwa Wypłat Emerytur AC rozpoczęło produkcję wózków bocznych dla osób niepełnosprawnych i biednych. Dziecko "Petite" w pełni spełniło wymagania tamtych czasów. Było ich jednak tylko dwóch. Kompaktowość – tylko dwa miejsca siedzące na wspólnej ławce w salonie – i opłacalność. Dwusuwowy motocykl o pojemności 35 cm3 nie był zbyt szybki, obficie pachniał, ale nie połykał za dużo, kosztując tylko 4 litry na sto przejazdów. Biorąc to pod uwagę, trójkołowy AC również wyglądał niezwykle uroczo. Krótko mówiąc, jeden z najsłodszych mikrosamochodów nie tylko w swoim czasie, ale także w kategoriach bezwzględnych.

9. Najszlachetniejszy – Allard Clipper (Wielka Brytania, 1953)

Kolejny specjalista od samochodów sportowych, który w trudnych dla Europy latach 50. zwrócił się do aktualnego tematu mikrosamochodów. Racing Allard w 1952 roku wygrał Rajd Monte Carlo w klasyfikacji generalnej, a już rok później Clipper wyjechał z londyńskich warsztatów firmy. Nawiasem mówiąc, wtedy ten samochód z formułą siedzenia 2 + 2 był reklamowany jako pierwszy na świecie samochód z nadwoziem z włókna szklanego. Co więcej, sam Sidney Allard nazwał nadwozie swojego mikrosamochodu „niezniszczalnym”. Och, gdyby to była prawda! Reszta dzieciaka jest bardziej tradycyjna – motocykl dwusuwowy, z napędem łańcuchowym. Szkoda, że Clipper nigdy nie trafił do masowej produkcji. Według różnych źródeł łączny nakład modelu nie przekroczył 50 egzemplarzy.

10. Najwięcej lotnictwa – Inter 175A (Francja, 1955)

Zgadzam się, jeśli dodasz upierzenie i śmigło do tego statku na kołach, otrzymasz naturalny samolot! Nic dziwnego, że Inter 175 jest pomysłem francuskiego producenta samolotów SNCAN, który produkował samoloty pod marką Nord. A Inter ma motywy lotnicze na każdym kroku. Dostęp do salonu otwierał składany dach, który w sposób przewiewny bardziej trafnie nazwano by „latarnią”. Kierownica znów bardziej przypominała kierownicę. Ale główny żart samochodu jest inny. We wczesnych wersjach Interu przednie koła były skręcone do wewnątrz, co ułatwiało parkowanie w ciasnych miejscach. Szerokość auta została zmniejszona o 45 cm! W ciągu zaledwie dwóch lat Francuzom udało się zebrać około 200 „Interów”.

11. Najbardziej egzotyczny – Kabina Fuji (Japonia, 1955)

Kraj, który dał światu kei-cars, od czasów starożytnych słynie z maleńkich samochodów. W końcu pierwsze samochody osobowe Mazda i Subaru można było uznać za mikrosamochody. Ale Fuji Cabin jest jeszcze mniejsza, a prawie nieznana szerokiej publiczności. „Stoisko” prezentowane na Tokyo Motor Show w 1955 roku było aerodynamicznie zaprojektowanym nadwoziem z włókna szklanego, osadzonego na podwoziu skutera. Samochód wyglądał bardzo wesoło i jechał jak zwykły bąbelkowy samochód. Nie szybki, ale ekonomiczny i mglisty. Szkoda, że wysokie ceny i całkowity brak wsparcia reklamowego nie pomogły Fuji zdobyć przyczółka na rynku. W sumie wyprodukowano około stu sztuk.

12. Najbardziej rysunkowy – Zundapp Janus (Niemcy, 1956)

Oczywiście wszyscy znamy ten samochód dzięki kreskówce Cars 2. Szkoda tylko, że w Hollywood rola samochodu stała się nie do pozazdroszczenia. Zły humor profesora Zündappa nie pasuje do uroczego wyglądu tego mikrosamochodu. Nawiasem mówiąc, Janus został opracowany nie przez firmę motocyklową Zundapp, jak to jest logiczne, ale przez inżynierów firmy lotniczej Dornier. Lotnicy, którzy nie mieli doświadczenia w produkcji samochodów, po prostu powierzyli produkcję nieco bardziej doświadczonym motocyklistom.

Janus można nazwać luksusowym samochodem bąbelkowym. Miał czteromiejscową kabinę – kierowca i pasażerowie siedzieli plecami do siebie, a drzwi znajdowały się nie po bokach, ale z przodu iz tyłu. Zawieszenie na kolumnach McPhersona po okręgu zapewniało bardzo komfortową jazdę, a hamulce hydrauliczne na wszystkich kołach były rzadkością w małych samochodach. Niestety unikalny Janus, zarówno pod względem projektu, jak i układu, okazał się zbyt drogi dla samochodów typu bubble i zbyt spartański dla pełnoprawnego samochodu osobowego. Utknął między segmentami, Zundapp pozostał zabawnym eksperymentem technicznym.

13. Most motocyklowy – Bruetsch Mopetta (Niemcy, 1956)

Pana Egona Brütscha można z równym powodzeniem nazwać zarówno romantykiem z samochodu, jak i zwykłym zwolennikiem Ostapa Bendera. Niemiecki inżynier utrzymywał się z rozwoju wielu mikrosamochodów w nadziei na sprzedaż licencji na ich produkcję dużym firmom. Z wielu zabawnych rękodzieł wykonanych przez Brütscha Mopetta (inna nazwa modelu to Rollera) jest prawdopodobnie najbardziej znana. W 1956 roku był reklamowany jako najmniejszy samochód na świecie. Bardziej przypominający motocykl trójkołowy, maszyna została wyposażona w nadwozie z włókna szklanego, dwusuwowy silnik o pojemności 50 cm3 z rozrusznikiem nożnym i 3-biegową skrzynię biegów. Teoretycznie kupujący otrzymał maksymalną prędkość 45 km / h, pojedynczą kabinę, całkowity brak ochrony przed żywiołami, a co najważniejsze – kilotony uwagi innych. Kiedyś projekt był nawet zainteresowany „Opelem”, ale ostatecznie zmontowali tylko 14 prototypów.

14. Najbardziej zaawansowany – Citroen C10 Coccinelle (Francja, 1956)

Gdyby biedronka „Citroen” trafiła na przenośnik, z pewnością zdobyłaby tytuł najbardziej zaawansowanego samochodu epoki. Nic w tym dziwnego, bo sam jej ojciec chrzestny Henri Lefebvre jest genialnym twórcą legendarnej „Traction Avana” i DS, inżynierem, dla którego nie było banalnych tematów.

Pomyślany jako model pośredni między 2CV a DS19, „Coxinel” odznaczał się doskonałą aerodynamiką (kształt nadwozia przypominał kroplę wody idealnie pod względem opływowości) i wyjątkowo niską wagą (sprzęt poniżej 400 kg). W tej sytuacji nawet 12-konny silnik o pojemności 425 cm3 z „De Shvo” nie wydawał się być martwy. Dorzućmy hydropneumatyczne zawieszenie, czteromiejscowe wnętrze i odchylane do góry przeszklenia – uformowane skrzydła biedronki. Szkoda, ale w końcu ortodoksyjny Ami 6 dostał się do życia, a „koksinel” posłusznie przeniósł się do historycznych magazynów „Citroena”.

15. Najbardziej niezniszczalny – Triver (Hiszpania, 1957)

Jest dosłownie niezniszczalny. Faktem jest, że ten hiszpański mikrovan jest pomysłem firmy, która wcześniej specjalizowała się w produkcji sejfów. Dlatego grubość paneli nadwozia Trievera sięgała 3 mm! Ponadto hiszpański sejf roll-off miał „normalne” drzwi boczne i układ siedzeń 2+2. To prawda, że przy długości 2 m 67 cm maszyna ważyła pół tony. No oczywiście przy takiej a takiej grubości paneli karoserii! Logiczne jest, że maksymalna prędkość wczesnych wersji z 14-konnym silnikiem nie przekraczała 18 km/h.

16. Najbardziej stylowy – Piaggio Vespa 400 (Włochy, 1957)

Nie, nie, nie pomyłka. I pod tą nazwą, bliską każdemu motocyklistce, kiedyś produkowano samochody. W końcu przykłady, kiedy firma motocyklowa z powodzeniem przekwalifikowała się na producenta samochodów, nie są rzadkością: Opel, BMW, Honda … Nic dziwnego, że najsłynniejsza marka motocyklowa w Europie w drugiej połowie lat 50. również postanowiła spróbować swoich szczęście. Zamówienie na opracowanie i produkcję dwudrzwiowego minisamochodu zostało złożone we francuskiej firmie inżynieryjnej ACMA. A we wrześniu 1957 roku czterokołowa Vespa została hucznie zaprezentowana w Monako.

Technicznie maszyna nie stała się rewelacją, ale dzięki ładnej buzi, a także dobrze wypromowanej i już modnej nazwie, początkowo cieszyła się dużym zainteresowaniem. Jednak 12 tys. sprzedanych w 1958 r. samochodów pozostało najwyższym osiągnięciem ładnego małego samochodu, ale pojawiło się już pod koniec popularności mikrosamochodów. Temat "Vespy" nigdy nie doczekał się kontynuacji.

17. Najbardziej wysportowany – Frisky Sport (Wielka Brytania, 1958)

Dokładnie w środku kryzysu sueskiego niejaki Raymond Flower, biznesmen i kierowca wyścigowy, postanowił zbudować własny mikrosamochód. Z firmą Henry Meadow Limited z Wolverhampton uzgodnił dostawę silników, a projekt przy okazji zamówił Włochów z Vignale. To prawda, że śmieszny jednotomowy model z drzwiami w stylu mewy nie pasował do pana Flowera – wyprodukowanie samochodu kosztowałoby zbyt wiele. W rezultacie na taśmociąg trafił kolejny mały samochód – dwudrzwiowy sportowy roadster Frisky Sport. 16-osobowy dzieciak uzasadnił ambitny przedrostek w nazwie. Przy masie nieco ponad 300 kg auto rozpędzało się do 105 km/h. W segmencie prawie rekord! Później w gamie modeli pojawiły się coupe i trójkołowiec, ale wejście Mini na rynek położyło kres przedsięwzięciu Mr.Flower.

18. Najdroższy – SMZ-S-3A (ZSRR, 1958)

W Związku Radzieckim mikrosamochody pojawiły się niemal równocześnie z Europą. Na początku lat 50. w fabryce motocykli w Serpukhov rozpoczęto produkcję trójkołowego wózka bocznego dla osób niepełnosprawnych SMZ-S-1L. Ale mikrosamochody Serpukhov zyskały prawdziwą sławę wraz z debiutem czterokołowego SMZ-S-3A. Raczej ten mały samochód, który wygląda jak oryginalny Crosley, stał się popularny dzięki niezapomnianej scenie w filmie komediowym „Operacja Y”. Pamiętaj: „Gdzie jest ta cholerna niepełnosprawna osoba?” SMZ-S-3A to w rzeczywistości ta sama osoba niepełnosprawna.

Przystojny mężczyzna o wyłupiastych oczach z otwartym ciałem stał na linii montażowej przez ponad 12 lat i dopiero w 1970 roku został zastąpiony przez SMZ-3D. Okropny, budzący nie tyle uczucia, co litość, spadkobierca mógł się jedynie pochwalić całkowicie zamkniętym ciałem. Okazało się, że to niewiele, by zdobyć miłość i uznanie ludzi.

19. Najmniejszy – Peel P50 (Wielka Brytania, 1962)

Peel Engineering jest znany z dwóch rzeczy. Po pierwsze, jest to jedyna firma samochodowa, jaka kiedykolwiek miała swoją siedzibę na Wyspie Man, a po drugie mikrosamochód Peel P50 od dawna uważany jest za najmniejszy samochód na świecie. Fakt, potwierdzony nawet w Księdze Rekordów Guinnessa. Aż trudno w to uwierzyć, ale długość tego malucha to tylko 1 m 35 cm Budka telefoniczna na kółkach została zaprojektowana tylko dla jednego i bardzo spokojnego jeźdźca. W skrzyni trzybiegowej nie było biegu wstecznego, ale z tyłu auta starannie przykręcono uchwyt, dzięki któremu 60-kilogramowy Peel P50 można łatwo obrócić w żądanym kierunku.

20. Most Star – Bond Bug (Wielka Brytania, 1975)

Jednym z najdłużej działających producentów mikrosamochodów i pojazdów dla niepełnosprawnych jest brytyjski Reliant. Rozpoczęła swoją działalność od produkcji rowerów, trwała do nowego tysiąclecia, kumulując się dopiero w 2002 roku. Przez cały ten czas „Reline” wyróżniało kilka kultowych modeli, wśród których nie można pominąć trójkołowego „Robina” – tematu niekończących się żartów brytyjskich dziennikarzy motoryzacyjnych, a także jeszcze bardziej ekstrawaganckiego Bond Buga. Jego pomarańczowe, kanciaste ciało na początku lat 70. wyglądało wyzywająco modnie. Nawiasem mówiąc, to właśnie „Bug” stał się podstawą do stworzenia „Landspeedera” Luke’a Skywalkera z pierwszych „Gwiezdnych wojen”. Legenda, cokolwiek by powiedzieć!

Danila Michajłow

Originally posted on 30 grudnia, 2021 @ 6:28 am

Dodaj komentarz